"Hooligans. Historia angielskiej armii chuliganów" Cassa Pennanta.
Recenzja książki z czasopisma "To My Kibice" nr. 123
"Za sprawą ambitnego wydawcy (i zarazem tłumacza) z Wejherowa, słynne angielskie książki ze wspomnieniami tamtejszych lads na stałe zagościły już w biblioteczkach bardzo wielu polskich kibiców. Teraz wszyscy czytelnicy do trzech wydanych dotychczas pozycji dołożyć mogą kolejną-”Hooligans, historia angielskiej armii chuliganów” (tytuł oryginału „30 years of hurt, the history of England`s Hooligans Army”).
Jest to jedna z najsłynniejszych książek o tej tematyce, wydana w Wielkiej Brytanii w 2006 roku, a jej autorami są Cass Pennant (czarnoskóry chuligan West Ham, autor ośmiu książek m.in. „Top Boys” której obszerne fragmenty regularnie publikowaliśmy w TMK+) oraz Andy Nicholls (również autor kilku książek, były chuligan Evertonu).
„Hooligans” to swoista historia najciekawszych awantur, jakie przydarzyły się na meczach reprezentacji Anglii. Nie jest to jednak żadne kalendarium ani całościowe podsumowanie tematu, a po prostu luźny zbiór ciekawych opowieści, które autorzy zebrali od wielu kibiców z najrozmaitszych angielskich klubów. Są tu jednak wspomniane niemal wszystkie najsłynniejsze zadymy dumnych synów Albionu, z czego 90% na wyjazdach, choć cała historia rozpoczyna się w 1977 roku od wizyty Szkotów w Londynie, którzy opanowali miasto i stadion, wjeżdżając tym samym mocno na ambicję chuligańskiemu bractwu ze stolicy i reszty Anglii.
Wiele lat temu angielskie ekipy walczyły na kadrze ze sobą, niczym my dekadę wstecz! Zazwyczaj to londyńczycy atakowali pogardzaną przez siebie „resztę kraju”, a prym wiódł tu stołeczny West Ham. Często Londyn bił się też między sobą. Mecz Francja-Anglia na Mundialu`82 w hiszpańskim Bilbao: „Poza stadionem doszło do poważnych starć pomiędzy fanami poszczególnych klubów. Chuligani Chelsea mieli bardzo mocną ekipę i atakowali przedstawicieli wszystkich drużyn z północnej Anglii, którzy tym razem się nie zjednoczyli. Solidne lanie inkasowali wszyscy ci, którym nie udawało się sklecić zdania z południowym akcentem. Później dowiedziałem się, że chuligani Chelsea i West Hamu zawsze na kadrze załatwiali swoje prywatne sprawy.”
A oto inny cytat z książki dotyczący wydarzeń z meczu Walia-Anglia (1980), relacjonuje kibic Wrexham: „Kilka minut później olbrzymia banda wjechała od tyłu na naszą trybunę i doszło do gigantycznej bójki. Jak się okazało była to ta sama grupa fanów United, z którą liverpoolczycy walczyli pod stadionem. I podobnie jak wtedy, awantura była bardzo chaotyczna, a w kolorowym tłumie podobnie ubranych chłopaków ze śmiesznymi fryzurami, trudno było się zorientować kto jest kim. Plac przed stadionem, podobnie jak sektor za bramką, były wypełnione kibicami z Anglii, próbującymi sforsować płoty i przyłączyć się do awantury. Myśleli, że było to starcie Anglia kontra Walia, a nie Liverpool kontra Manchester. Ostatecznie policjantom udało się oddzielić wszystkie zwaśnione strony od siebie i na jednej trybunie mieliśmy trzy grupy: Liverpool, Manchester oraz kibice walijscy. Do kompletu brakowało tylko autobusu ze Szkotami.”
Wyjazdem, który wspominany jest szczególnie, jako jedna wielka awantura po drodze i u celu, jest Luksemburg w 1983 roku. Niesamowity chaos, liczne bójki i kradzieże-to coś, czego na taką skalę nie było chyba nigdy na wyjazdowym meczu reprezentacji Polski! W największych liczbach stawiali się Angole na wyjazdach w Szkocji (ale dopiero od około 1987 roku, bo wcześniej nie umieli się tam zebrać) oraz w Holandii w 1993 roku. Holendrzy mieli o sobie wielkie mniemanie i wygrażali wyspiarzom, więc ci chętnie podjęli rękawicę. Łącznie do Rotterdamu dotarło 7000 kibiców angielskich, w tym przynajmniej 5000 chuliganów! Pod stadionem przez dłuższy czas dymiła jedna z grup, licząca-bagatela-1500 typów! Mówiono wręcz, że była to najpotężniejsza armia, jaka wyruszyła z Wielkiej Brytanii od czasu admirała Nelsona! Dziennikarze nazwali wydarzenia w Holandii „Bitwą o Rotterdam”, a jej statystyki to ponad 1000 aresztowanych Anglików oraz około 430 deportacji.
W książce znajdziecie wiele relacji z typowo złodziejskich wypadów na kontynent, do których wyjazd na kadrę był czasami tylko przykrywką. Jakoś trudno wyobrazić sobie-patrząc na dzisiejszych kibiców angielskich-że interesowały ich głównie promocje i poważniejsze „złodziejskie rzemiosło”. Np. chuligani z Liverpoolu przez wiele lat nazywali Szwajcarię „wielkim, liverpoolskim domem handlowym”. Oto jedna z tego typu relacji: „Zadymy i dziwki zostawialiśmy „buldogom”, jak ich nazywaliśmy. (...) Wkrótce po przyjeździe do Paryża przekonaliśmy się, że inne ekipy z naszej branży są za nami daleko w tyle. Na jednej z głównych ulic roiło się od domorosłych bandziorów, próbujących przebranżowić się na złodziei. Wybiegali ze sklepów ze skrzynką taniego piwa albo z byle jakimi ciuchami. Akcje takich amatorów były nam na rękę, ponieważ odciągały uwagę obsługi i policjantów, a my, schludnie ubrani, trzeźwi i robiący dobre wrażenie, mogliśmy w spokoju czaić się na pieniądze z kasy i rozglądać za sklepowymi sejfami”.
Książka dobitnie udowadnia, że w Anglii 30 lat temu zwykłym ludziom żyło się dużo trudniej niż dzisiaj i każdy kombinował jak tylko mógł, niczym w Polsce jeszcze dziś. Przekonają Was o tym opowieści takie, jak ta kibica z Oldham, z wyjazdu na Mundial`82 do Hiszpanii z paroma funtami w kieszeni: „W tamtych czasach każdy grosz się liczył, więc do Plymouth dotarliśmy w niedzielę wieczorem, po całodziennej podróży autostopem. Ostatni etap podróży odbyliśmy na pace dostawczaka (...) Byłem wówczas bez grosza przy duszy i choć wyjazd był już opłacony, to kieszonkowe musiałem pożyczyć od mojej ówczesnej dziewczyny. Miała tylko półtora funta i dała mi wszystko co do pensa, zwiedziona obietnicą, że za te pieniądze będę do niej codziennie dzwonił. Gdy się żegnaliśmy, dała mi nawet swój bilet na autobus!(...) Nie chcąc tracić kasy na motel, kimnęliśmy się na polance obok portu. Gdy się obudziliśmy około 6:30, okazało się, że na podobny pomysł wpadło kilkudziesięciu innych chłopaków, którzy spali na trawie. Coś nie do pomyślenia dla dzisiejszych wystrojonych casuals. W tamtych czasach to była normalka, pieniądze szły tylko na alkohol i dziewczyny, a nie na drogie okulary przeciwsłoneczne i i-pody”
Inny kibic tak relacjonuje swój pobyt w Madrycie: „Zanim dotarliśmy do Madrytu, skończyły się nam pieniądze; świetnie się bawiliśmy na wybrzeżu, ale drogo nas to kosztowało. Do stolicy przyjechaliśmy z kilkoma funtami w kieszeni. (...) Aby przeżyć musieliśmy kraść żywność w sklepach. A nie było to łatwe, bo byliśmy brudni, śmierdzący, poparzeni słońcem i wyraźnie odróżnialiśmy się od miejscowych. Wylądowaliśmy w hotelu, w którym noc kosztowała pięć funtów. W pokoju były cztery łóżka, a zamieszkało nas tam dziewięciu”.
O tym, że angielscy chuligani to niesamowici „modnisie” wiedzą wszyscy, którzy czytali w TMK artykuły o modzie brytyjskiej w dziale „Kibicowski styl”. Tak kibic Sheffield United przeżywa ubiór Anglików na wspomnianym hiszpańskim Mundialu: „Na pierwszym meczu w Bilbao atmosfera była niesamowita. Tak wtedy, jak i teraz, bez trudu na trybunach poznasz kibiców angielskich, bo po prostu są dużo lepiej ubrani niż te wszystkie inne zagraniczne dziwolągi. A więc byliśmy tam w eleganckich bluzach Slazengera, firmowych czapkach, szortach Freda Perry`ego i butach adidasa, a do tego ze starannie wystylizowaną fryzurą. Część z nas miała na sobie koszulki z buldogiem Bobbym. Wyglądaliśmy olśniewająco (...) Anglia wypromowała w Europie swój unikalny styl chuligański, uzupełniony modnymi ciuchami i nienaganną fryzurą. I my także mieliśmy w tym swój udział”.
Wśród 28 rozdziałów książki (każdy o innym kraju, lub innych mistrzostwach Świata bądź Europy) oczywiście jest też rozdział polski, liczący tylko 9 stron, mimo, że-jak zauważyli sami autorzy-reprezentacja biało-czerwonych jest bez wątpienia drużyną, na którą Angole najczęściej natrafiali w eliminacjach MŚ i ME. Nie zostaliśmy więc potraktowani w sposób szczególny, dla Anglików na szlaku byliśmy bowiem tylko jednym z wielu krajów do odwiedzenia. Oto fragment pierwszej odnotowanej wizyty na kadrze w Poznaniu w 1991 roku. Relacjonuje słynny Jason Mariner, legendarna (i mocno wykreowana przez media) postać wśród chuliganów Chelsea: „Czekali na zewnątrz. Banda niechlujnych skinów w wąskich dżinsach, śmiesznych butach sportowych i bluzach dresowych. Mimo że nie wyglądali najlepiej, to jednak rzucili nam rękawicę! Poszło nam nadspodziewanie dobrze i szybko ich przepędziliśmy”.
Zadziwiająco krótka jest notka z legendarnego dla nas meczu Polska-Anglia`93, w której Mariner całkowicie pomija wątki dotyczące awantur pomiędzy polskimi kibicami i gigantyczne walki Polaków z policją! Czyżby z angielskiego punktu widzenia nie działo się tam nic szczególnego?
Jakże znamienna jest natomiast relacja ze słynnej awantury w Parku Saskim w 1999 roku. Chcącym się z nią zapoznać odsyłamy do lektury książki, przytoczymy jedynie konkluzję: „Wiele osób jest zdania, że był to najczarniejszy dzień w historii angielskiej chuliganki (...) Większość chłopaków zgadza się co do tego, że Polacy są bardzo dobrzy u siebie, ale czy byliby w stanie przyjechać do nas na dwa dni przed meczem i szukać tu zadymy, albo stawić się na umówioną walkę w jakimś parku?. Wątpię. Zanim tego nie zrobią, będą w tej samej lidze co reszta Europejczyków-w drugiej lidze.”
Również rozdział poświęcony tureckiemu motłochowi, który potrafił tylko z daleka rzucać kamieniami (w dodatku będąc w dużej przewadze), zawiera ciekawą refleksję autora; „Większość chłopaków przyznaje, że przez ostatnie 30 lat jedynie Polacy byli zainteresowani uczciwą, masową bijatyką”.
W książce „Hooligans” znajdziecie zarówno wspomniane tu jak i wiele innych pasjonujących wspomnień z chuligańskiego szlaku. Warto się z nimi zapoznać, choćby po to, aby wychwycić tu swoistą analogię z naszym polskim kibicowskim losem. Wiele razy bowiem podczas lektury można dojść do wniosku, że przechodzimy te same perypetie i przemiany co Wyspiarze, tylko jakieś 20 lat później... "
Książka liczy 300 stron w środku znajduje się kolorowa wkładka ze zdjęciami.
Cena 49 zł zawiera koszt wysyłki.
Wysyłka listem poleconym ekonomicznym.